Koniec czerwca, moment kiedy słońce chowa się za horyzontem. Nadal gorąco, ale chłodniej jak za dnia. Klapki, krótkie spodenki, białe albo czarne t-shirty, jakieś cienkie bawełniane bluzy, okulary już zdjęte, wrócą na nos o poranku. Ludzi więcej niż zwykle, i poczucie że za każdym winklem czai się przygoda, a nad Wisłą, na bulwarach, jest jakiś kres, jakaś granica. I coś, co na ciebie czeka. Nigdy się tego nie znajduje, ale człowiek ma na to nadzieję. Na uszach obowiązkowo słuchawki, coś w stylu lat 80-tych albo jakiś indie pop, w rodzaju Foster The People, albo stary ruski rock (Nautilus Pompilus, Kino).
Ścisłe Centrum, jak na skalę Europejską może robi wrażenie, ale to wciąż za mało. Na szczęście nowe wieże właśnie rosną. I będzie ich coraz więcej. Inna rzecz to konieczność uporządkowania tego co dzieje się pośród "niższej" zabudowy. Śródmieście Północne* będzie jak Centrum Chicago, to kwestia czasu.
* Nie mówię rejonie z podziału MSI. Chodzi mi o znacznie szczerszy obszar, mając w pamięci to co było tu przed wojną, i co u jej kresu znikło: wszystko co na północ od Jerozolimskich, między Towarową i Okopową, aż do Wisły, włącznie z Muranowem i Powiślem. W ogóle, zamiast tego co mamy, przydałoby nam się realne (i zarazem historyczne Śródmieście), w granicach +/- tego co było w Okopach Lubomirskiego (z wyłączeniem strony praskiej). Udawanie że zachodni Muranów, Mirów i teren między Towarową a Jana Pawła to Wola, jest marnym pomysłem starego reżimu, który sprawdzał się kiedy miasto było solidnie przerzedzone. Teraz rośnie - wzdłuż i wszerz, i przydałoby się to uwzględnić, tak aby stan faktyczny nie rozmijał się z nomenklaturą i granicami administracyjnymi dzielnic.
26.06.2014
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz